Bóg nie mieszka w Hawanie – Yasmina Khadra

bóg nie mieszka w hawanie

Nie ma takiego miejsca, w którym schroniłby się ten, kto ucieka przed dźwiękiem własnych kroków.* 

Hawana powolnego zmierzchu reżimu Fidela Castro. Nędzna, przeludniona, bierna, a jednocześnie pełna muzyki, śpiewu i tańca. To świat, w którym dzieje się akcja najnowszej powieści algierskiego pisarza Mohammeda Moulessehoula, piszącego po francusku pod kobiecym pseudonimem – Yasmina Khadra.

Don Fuego, powoli starzejący się śpiewak mieszający w Hawanie, w związku z prywatyzacją lokalu w którym daje koncerty od ponad 20 lat, zostaje bez pracy. Rozwiedziony, z dwójką dzieci którym nigdy nie potrafił dać swojej uwagi, całe życie jest skupiony na sobie i swojej karierze. Snując się po mieście z rosnącą rezygnacją konfrontuje się z faktem, że jest jednym z wielu artystów, których czasy minęły, a drzwi lokali nie stoją już przed nim otworem. Przy okazji jednej z nocnych eskapad po dzielnicy spotyka rudowłosą, piękną, młodą kobietę. I tak, zakochuje się. Tajemnica, którą niesie za sobą dziewczyna przewróci życie śpiewaka do góry nogami. 😉 Nie, nie będzie to typowa historia miłosna, nie bójcie się.

Ważnym bohaterem książki jest sama Hawana. Miejsce bez nadziei na lepsze jutro, biedne i zapuszczone. Gdzie wąska grupa osób będących blisko reżimowej władzy pławi się w luksusie, a pozostała cześć społeczeństwa tonie w nędzy. Dziurawe chodniki i puste sklepowe półki. Tanie prostytutki i zapomniani przez Boga starcy. Młodzi, którzy nie mają co zrobić ze swoim potencjałem.
Z drugiej strony, to Hawana zamieszkana przez ludzi, których piękna gra na trąbce potrafi przywieść do stanu podobnego ekstazie, którzy idą za rytmem muzyki i tańca. Nie poddają się do końca marazmowi.

Chcielibyśmy myśleć pozytywnie, skrzyżować palce, nie krzyżując rąk, i nadal wierzyć, że wszystko w końcu jakoś się ułoży, lecz w jakim registrze umieścić kraj, który ma dwie waluty: peso kubańskie dla swoich i CUC, peso wymienialne, dla spryciarzy? Czego się spodziewać po jutrze, kiedy wieczór nieodmiennie o suchym pysku zapada nad Hawaną z wyjątkiem dni, które klonują się po kolei, krążąc niczym drapieżne ptaki, nie przynosząc nic nowego? Zawsze się zastanawiałem, wychodząc z cmentarza po pogrzebie sąsiada bądź kogoś bliskiego, kto właściwie jest w piekle – żywi czy martwi?

Najciekawszą postacią w książce jest przyjaciel głównego bohatera, Panchito. Były trębacz dostępujący przez lata wszelkich zaszczytów danych sławnym ludziom, dzisiaj żyje w ruderze z psem alkoholikiem, w skrajnej nędzy, opuszczony i zapomniany. Człowiek, który miał wszystko i wszystko stracił. Jest w powieści rodzajem mędrca, do którego przychodzi się po poradę. Reprezentuje stoicki spokój w przyjmowaniu swojego losu i tego próbuje nauczyć naszego niesfornego śpiewaka Don Fuego. Uczy tego także mnie, czytelnika.

Juanie del Monte, nic nie jest dane raz na zawsze. Inaczej nie byłoby sprawiedliwości ani na ziemie, ani w piekle. Przywykasz do swojej małej codzienności i myślisz, że już zawsze tak będzie. Ale dni są jak dzikie drapieżniki. Wydaje ci się, ześ je oswoił, a potem pewnego pięknego dnia odzyskują instynkt i okazuje się, że cię pożerają, sądząc, że się z tobą bawią. 

Nowa książka Khadry opowiada przede wszystkim o godzeniu się z upływającym czasem i z tym, co ten czas nam przynosi. O tym, że wszystko, co nas spotyka, czemuś służy, a walka z losem jest zupełnie pozbawiona sensu. O życiu własnym życiem, jak mawiał ojciec Dona Fuego. O tym jeszcze, jak z godnością przeżywać stratę i cierpienie.

bóg nie mieszka w hawanie

Bóg nie mieszka w Hawanie to jednak lekkie rozczarowanie, ponieważ lektura nie była dla mnie do końca tym, czego się spodziewałam.

Po pierwsze język. Od pierwszych zdań czułam, że to nie to co kiedyś. Starsze książki Khadry są nieprawdopodobne literacko – plastyczne, piękne pomimo skrajnie trudnej i depresyjnej treści. Czytając Zamach, Jaskółki z Kabulu czy Owieczki Pana zachwycałam się warstwą językową, piękną budowa zdań, doborem słów.  Tutaj niestety tego nie ma. Jest poprawnie, nic więcej.

Naturalnie pojawiło mi się w głowie pytanie o tłumacza. Sprawdziłam – starsze książki algierskiego pisarza wymienione przeze mnie powyżej tłumaczyły panie Beata Kowalska i Barbara Przybyłowska. Nowsze, wydawane w wydawnictwie Sonia Draga, tłumaczyła pani Bożena Sęk. Może w tym leży problem?

Wynotowałam sobie kilka określeń przy których aż się złapałam za głowę – na przykład stara wieśniaczka w zapadłej kubańskiej wsi używająca określenia „słodziak” mówiąc o swoim mężu; „superowe” i „o co biega’ padające z ust 60-letniego śpiewaka Don Fuego, który poza tym bynajmniej nie posługuje się językiem młodzieżowym. Pewnie się czepiam, ale w przypadku tego autora wybitnie mi to nie grało.

bóg nie mieszka w hawanie

Druga rzecz, która mnie rozczarowała, jest bardzo subiektywna.

Otóż nie bolało.

Poprzednie czytane przeze mnie książki autora sprawiły, że pękałam na kawałki i otwierałam coraz szerzej oczy. Cierpiałam i było to cierpienie uczące mnie czegoś o świecie i ludziach.
Przez historię Don Fuego z reżimowej Hawany sobie tak… przepłynęłam. Opowieść jakich wiele – o miłości, tęsknocie za młodością, walce z losem, ale nic szczególnego. Może gdyby napisał to ktoś inny? Po prostu od Mohammeda Maoulessehoulda oczekiwałam więcej.

Książkowy Don Fuego i autor powieści są w bardzo zbliżonym wieku. W trakcie czytania pojawiła mi się teoria, że bohater literacki przedstawia kryzys autora, związany ze starzeniem się, pogonią za młodym ciałem, które ma jemu samemu odjąć lat. A może spłycam? Nie wiem. W każdym razie, przez większą część lektury nie mogłam pozbyć się pobłażliwego uśmieszku z twarzy. 😉

Panchito: Czasu nie da się zabić, trzeba się z nim pogodzić.

Najnowszą książkę Khadry przeczytałam jako historię o tym, że wszystkie rzeczy w życiu należy brać takimi, jakimi są. Z pokorą przyjmować to, że czas daje i odbiera, jakichkolwiek cierpień by nam to nie przynosiło. Jest w niej kilka pięknych zdań, parę mądrych fragmentów, jedna ciekawa postać, potoczysta fabuła, w która łatwo wejść i która zapewnia przyjemność lektury. Nie ma jednak tego czegoś, czego spodziewałam się po moim ulubionym pisarzu z północnej Afryki.

Dobre na dwa-trzy ciepłe wieczory, w ramach relaksu po ciężkim dniu.

– Przykro mi bardzo.
– To nie zmniejsza nieszczęścia,
– Takie już jest ludzkie prawo. Dlatego jeżeli bliźni nas zawodzą, powinniśmy zwracać się ku Bogu.
– Bog na tej wyspie nigdzie nie mieszka, panie agencie.

A.

Bóg nie mieszka w Hawanie, Yasina Khadra, tłumaczenie z francuskiego Bożena Sęk, wyd. Sonia Draga, 2018

*wszystkie cytaty pochodzą z omawianej książki