Bloger czyta książki

źródło: unsplash.com

Prowadzenie bloga to nie jest po prostu pisanie o książkach w sieci, kiedy nam się akurat zachce. To jest zmiana totalna sposobu funkcjonowania. Pocieszam się myślą, że na pewno nie tylko ja tak mam. Prawda? Jedno jest pewne – nigdy czytanie książki już nie będzie tak proste jak kiedyś.

1. Cytaty na każdą okoliczność.

Kiedy czytam, to cały czas w kącie głowy mam myśl, żeby wyłapywać ciekawe cytaty, bo przecież nie wiadomo w jakim klimacie będę pisać o danej książce na blogu i jaki fragment będzie mi akurat potrzebny. Gromadzę więc rożne, takie z dialogami, z mądrościami życiowymi, z zagadkowymi metaforami. Często o przeczytanym tytule w końcu nie piszę w ogóle (bo nie mam ochoty, albo zwyczajnie nie wiem jak) ale cytaty mam zebrane. W razie co.


2. Karteczki w kolorach tęczy.

Z punktem pierwszym nierozerwalnie łączy się punkt drugi. Zakładki indeksujące to absolutna konieczność. Wpadam w swego rodzaju panikę kiedy ich zapomnę, w związku z tym nauczyłam się, że muszę mieć zestawy w różnych miejscach: za okładką czytnika ebooków, w czarnej torbie i w kalendarzu. Bo bez nich jak mam zaznaczać fragmenty?! Zaginać rogi – barbarzyństwo. Podkreślę ołówkiem, ok, ale jak potem odnajdę strony? Jedno jest pewne – bez klejonych karteczek ani rusz.

3.  Śniadanie tak, ale najpierw zdjęcie.

Jeśli robię rano ładne, kolorowe śniadanie, to więcej niż pewne jest , że omlet zdąży wystygnąć zanim zrobię mu zdjęcie z książką. Popołudniowa herbatka? Tak, ale najpierw musi zapozować z lekturą, najlepiej w towarzystwie ciasteczek.* W moim domu nikt już się nie dziwi kiedy pytam, kto będzie sobie robił kawę, bo potrzebuję do zdjęcia**. Cóż powiedzieć. Ładne ujęcia na Instagram same się nie zrobią.

4. Kwiaty kupię sobie sama!

Wszyscy wiedzą, że blogerki mają zawsze pod ręka świeże kwiaty, jak nie tulipany to goździki, które to kwiaty kładą przy książkach na białym blacie, zaraz obok świeżo zaparzonej kawy. W związku z tym, od kiedy piszę na Parapet dużo częściej kupuję sama sobie kwiaty. [edit: moj P. złożył zażalenie, że oskarżam go publicznie o niekupowanie mi kwiatów. Kupuje ?. Na zdjęciu dowód!). Nie dość, że w domu przyjemniej, to jeszcze wpisuję się w trendy ;). Dodatkowo, ulubionym roślinnym dodatkiem do fotografi są nasze kaktusy i sukulenty. Kto obserwuje mnie na Instagramie, ten wie ?.

5. Facebook zjada mi czas

Nieodłączną dla mnie sprawą związaną z pisaniem bloga jest… spędzanie masy czasy na blogach innych osób. Czytam kto jak pisze i o czym. Zbieram pomysły i inspiracje. Im dłużej też jestem w tej społeczności, tym więcej ciekawych blogów poznaję i coraz więcej mam do czytania. Staram się komentować chociaż raz na jakiś czas wpisy innych, bo wiem jaką radość mi sprawia, kiedy ktoś podzieli się swoimi wrażeniami pod moim tekstem. Należę do kilku grup, na których dzielimy się swoimi myślami o lekturach. Odkąd mam Parapet, na mojej facebookowej tablicy wyświetlają mi się wyłącznie posty związane z książkami i to oczywiście świetnie, bo w końcu mam coś ciekawego do oglądania (zamiast kto z moim znajomych był w jakiej knajpce, bo to mnie szczerze mówiąc mało obchodzi), ale czas znika mi jak kwaśne żelki z torebki!

 

Czytanie książek nigdy już nie będzie tak proste jak kiedyś z jednego kluczowego powodu: zupełnie inaczej się czyta, kiedy się to robi tylko dla siebie, a inaczej, kiedy potem ma się o lekturze komuś opowiedzieć. Czytam dużo uważniej, staram się jeszcze więcej zapamiętywać, staram się zrobić zdęcia recenzowanemu tytułowi, a najlepiej jeszcze podczas lektury wrzucić cytat na Facebooka. Żeby nie było wątpliwości, ja te wszystkie zabiegi bardzo lubię. Myślę jedynie, że dla osoby z boku, muszą one czasem przedstawiać się dość zabawnie ;).

A Wy? Jakie macie zwyczaje wynikające z pisania książkowych blogów? A Wy nieblogujący, macie podobnie?

*mój P. zawsze pyta, czy ciastka zrobiłam, żeby je zjeść, czy bo akurat chciałam mieć coś smacznego do zdjęcia. Też mi pytanie.

** Uwaga – zdradzam tajemnicę. Nie piję kawy, dlatego muszę pytać wszystkich dookoła, czy przypadkiem nie chcą się jej napić, bo przecież wiadomo, że nic tak nie przyciąga jak hasztag #coffee.