Bloger czyta książki

źródło: unsplash.com

Prowadzenie bloga to nie jest po prostu pisanie o książkach w sieci, kiedy nam się akurat zachce. To jest zmiana totalna sposobu funkcjonowania. Pocieszam się myślą, że na pewno nie tylko ja tak mam. Prawda? Jedno jest pewne – nigdy czytanie książki już nie będzie tak proste jak kiedyś.

1. Cytaty na każdą okoliczność.

Kiedy czytam, to cały czas w kącie głowy mam myśl, żeby wyłapywać ciekawe cytaty, bo przecież nie wiadomo w jakim klimacie będę pisać o danej książce na blogu i jaki fragment będzie mi akurat potrzebny. Gromadzę więc rożne, takie z dialogami, z mądrościami życiowymi, z zagadkowymi metaforami. Często o przeczytanym tytule w końcu nie piszę w ogóle (bo nie mam ochoty, albo zwyczajnie nie wiem jak) ale cytaty mam zebrane. W razie co.


2. Karteczki w kolorach tęczy.

Z punktem pierwszym nierozerwalnie łączy się punkt drugi. Zakładki indeksujące to absolutna konieczność. Wpadam w swego rodzaju panikę kiedy ich zapomnę, w związku z tym nauczyłam się, że muszę mieć zestawy w różnych miejscach: za okładką czytnika ebooków, w czarnej torbie i w kalendarzu. Bo bez nich jak mam zaznaczać fragmenty?! Zaginać rogi – barbarzyństwo. Podkreślę ołówkiem, ok, ale jak potem odnajdę strony? Jedno jest pewne – bez klejonych karteczek ani rusz.

3.  Śniadanie tak, ale najpierw zdjęcie.

Jeśli robię rano ładne, kolorowe śniadanie, to więcej niż pewne jest , że omlet zdąży wystygnąć zanim zrobię mu zdjęcie z książką. Popołudniowa herbatka? Tak, ale najpierw musi zapozować z lekturą, najlepiej w towarzystwie ciasteczek.* W moim domu nikt już się nie dziwi kiedy pytam, kto będzie sobie robił kawę, bo potrzebuję do zdjęcia**. Cóż powiedzieć. Ładne ujęcia na Instagram same się nie zrobią.

4. Kwiaty kupię sobie sama!

Wszyscy wiedzą, że blogerki mają zawsze pod ręka świeże kwiaty, jak nie tulipany to goździki, które to kwiaty kładą przy książkach na białym blacie, zaraz obok świeżo zaparzonej kawy. W związku z tym, od kiedy piszę na Parapet dużo częściej kupuję sama sobie kwiaty. [edit: moj P. złożył zażalenie, że oskarżam go publicznie o niekupowanie mi kwiatów. Kupuje ?. Na zdjęciu dowód!). Nie dość, że w domu przyjemniej, to jeszcze wpisuję się w trendy ;). Dodatkowo, ulubionym roślinnym dodatkiem do fotografi są nasze kaktusy i sukulenty. Kto obserwuje mnie na Instagramie, ten wie ?.

5. Facebook zjada mi czas

Nieodłączną dla mnie sprawą związaną z pisaniem bloga jest… spędzanie masy czasy na blogach innych osób. Czytam kto jak pisze i o czym. Zbieram pomysły i inspiracje. Im dłużej też jestem w tej społeczności, tym więcej ciekawych blogów poznaję i coraz więcej mam do czytania. Staram się komentować chociaż raz na jakiś czas wpisy innych, bo wiem jaką radość mi sprawia, kiedy ktoś podzieli się swoimi wrażeniami pod moim tekstem. Należę do kilku grup, na których dzielimy się swoimi myślami o lekturach. Odkąd mam Parapet, na mojej facebookowej tablicy wyświetlają mi się wyłącznie posty związane z książkami i to oczywiście świetnie, bo w końcu mam coś ciekawego do oglądania (zamiast kto z moim znajomych był w jakiej knajpce, bo to mnie szczerze mówiąc mało obchodzi), ale czas znika mi jak kwaśne żelki z torebki!

 

Czytanie książek nigdy już nie będzie tak proste jak kiedyś z jednego kluczowego powodu: zupełnie inaczej się czyta, kiedy się to robi tylko dla siebie, a inaczej, kiedy potem ma się o lekturze komuś opowiedzieć. Czytam dużo uważniej, staram się jeszcze więcej zapamiętywać, staram się zrobić zdęcia recenzowanemu tytułowi, a najlepiej jeszcze podczas lektury wrzucić cytat na Facebooka. Żeby nie było wątpliwości, ja te wszystkie zabiegi bardzo lubię. Myślę jedynie, że dla osoby z boku, muszą one czasem przedstawiać się dość zabawnie ;).

A Wy? Jakie macie zwyczaje wynikające z pisania książkowych blogów? A Wy nieblogujący, macie podobnie?

*mój P. zawsze pyta, czy ciastka zrobiłam, żeby je zjeść, czy bo akurat chciałam mieć coś smacznego do zdjęcia. Też mi pytanie.

** Uwaga – zdradzam tajemnicę. Nie piję kawy, dlatego muszę pytać wszystkich dookoła, czy przypadkiem nie chcą się jej napić, bo przecież wiadomo, że nic tak nie przyciąga jak hasztag #coffee.


  • Mam wrażenie, że opisałaś moje życie 😀 Słodkości, pączki, jajecznica, herbata, kawa- moje ulubione drugoplanowe modelki 😉 Przyznam, że nigdy nie przepadałam za ciętymi kwiatami w domu, aktualnie zawsze podczas zakupów w Biedronce zerkam czy są jakieś ładne kwiatuszki, a nawet kupiłam dla nich wazon 😀
    Karteczki indeksujące, notatnik i długopis to moi nieodłączni towarzysze gdy tylko mam zamiar czytać. Oprócz zaznaczania cytatów mam nawyk pisania w notesie streszczenia książki oraz na bieżąco swoich przemyśleń 😛 Ułatwia mi to bardzo pisanie późniejszej opinii na jej temat.

  • Pingback: CO NA BLOGACH? #8 - Anna Tabak blog()

  • Ja zawsze podśmiewałam się z ludzi, którzy robią zdjęcia jedzeniu, ale sama skończyłam podobnie jak założyłam insta 😀 Podpisuję się pod wszystkim, choć karteczki zastępuje mi tablet, a cytaty i tak zawsze zapisywałam 😉

  • Tekst czytałam już dość dawno, ale teraz mam chwilę na dłuższą myśl 🙂

    Gdyby traktować go z przymrużeniem oka (i pozwól, że ja sobie tak go potraktuję) jest bardzo trafny i bardzo zabawny. Gdyby na poważnie, to zaczyna niepokoić (a przynajmniej powinien).

    Może napiszę od swojej strony, bo to zawsze bezpieczniej;).

    1. Nie zbieram cytatów na bloga. Zbieram cytaty dla siebie. Tych najlepszych nie wydrze mi nawet perspektywa urozmaicenia własnej recenzji. Nie oddaję dobrych cytatów 🙂

    2. Rzadko używam karteczek indeksujących, wolę sobie robić notatki gdzieś na osobnych karteczkach, bo czasem zaznaczenie cytatu niewiele mi powie (bo może poza cytatem wpałam do tego na jakąś myśl i potem się irytuję, że nie pamiętam;)).

    3. O, i tu temat dla mnie! 😀 Może nie uwierzysz, ale ja zawsze… jem ciepłe śniadania 😉 A wiesz, że robię sporo zdjęć książkowo-śniadaniowych. Mój aparat zawsze leży gdzieś pod ręką. Chwytam go zwykle spontanicznie (bo gdybym tak do każdego śniadania, kawy etc., to chyba byście oszaleli;)), szybko ustawiam parametry i fotografuję. Nie planuję kadrów. Gdy siadam do jedzenia/picia (i książki) i akurat błyśnie mi fajne światło, coś tam zagra, to od razu robię zdjęcie. Nie wiem, czy dałabym radę tak wszystko planować. Ale może gdybym planowała, wychodziłoby lepiej?

    4. Naprawdę wszystkie blogerki mają kwiaty? Jestem zupełnie nie na czasie 😉

    5. Na facebooku bywam 10-15 minut dziennie, bo inne rzeczy wystarczająco zjadają mój czas, ale masz rację Facebook ma tę właściwość, że pożera go dwukrotnie. Gdzieś już tam badali, ile czasu tracimy siedząc w social mediach.

    Chyba wyszło, że nie jestem blogerem 😀

    Ale racja, że czytanie książek zmienia się, gdy prowadzi się bloga. Wzmagamy uwagę, czujność, przykładamy się trochę bardziej do szczegółów. Ale z drugiej strony nie umiemy już dać sobie luzu. Ja od roku wypracowuję jako taki balans i chyba jest dobrze 🙂

  • Kawusia, kwiaty, biały obrus, koc – jasne, że dopełniają zdjęcie 🙂 Mi często pomaga córa i zawsze narzeka, że „to tak długo trwa”, ale ja lubię takie nasze minisesje. Z ilością karteczek staram się nie przesadzać, bo później sporo przepisywania czeka 😉 I zdecydowanie nie czekam z recenzją – czytam, rozmyślam i piszę 😀

  • Pingback: Bajaderka kulturalna #6 - Skrytka na kulturę()

  • Mea Culpa/ Z książką do łóżka

    Karteczki również mam, ale nigdy ich do czytania nie używam, bo…zwyczajnie o nich zapominam 🙂 No i dekoncentrują mnie, ha ha 🙂
    Ale kwiatów nigdy nie kupuję do zdjęcia. Czasami używam je, kiedy akurat jakimś cudem pojawią się u mnie w domu, ewentualnie kiedy jestem u mamy, bo ona kocha kwiaty: sztuczne czy żywe, wszystkie! 🙂 A ja wtedy korzystam 🙂

  • Bez karteczek ani rusz! Niestety właśnie doszłam do wniosku, że moje mają zbyt neonowe kolory i muszę zainwestować w jakieś pastelowe, tak że no, dzięki! 😀

    A kwiaty to wiadomo, że trzeba sobie kupować! Ostatnio rozwijam swoją sukulentową kolekcję i powiem Ci, że chyba #succulentlover i jego pochodne przyciągają na insta tak samo, jak kawa, koty czy polish girl! 😀

  • Ha ha ha mój mąż chyba właśnie z tego zdjęcia przed … śmieje się najbardziej 😛

  • Też sporo czasu poświęcamy na czytanie innych blogów, przeglądanie Facebooka 🙂 Specjalnie nie robimy jedzenia, czy picia, by zdjęcie wyszło ładne. Ten etap mamy już za sobą 🙂

  • Szczerze mówiąc też piszę bloga i pojawiają się na recenzję książek.
    W pełni Cię rozumiem, jednak nigdy tak tego nie odbierałam.
    Bardzo lubię czytać i sprawia mi to przyjemność. A jeżeli mogę jeszcze się z tym podzielić to czemu nie. Co do ważnych fragmentów to mam tak, że z reguły pamiętam gdzie się znajdują (Jestem ogromnym wzrokowcem ).
    Jeżeli chodzi o zdjęcia to robienie ich sprawia mi ogromną radość. Uczę się fotografii. Każda nowe zdjęcie to mój dorobek i jestem z niego dumna.
    Pozdrawiam

    • Ogromnie zazdroszczę umiejętności zapamiętywania miejsca ważnych fragmentów, przydatne 😉

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Hahahaha podpisuję się pod wszystkim, tylko kawę akurat piję. Nawet moja 4,5 letnia córka czasem pyta czy najpierw robię zdjęcie 😉

  • Oj znam to uważniejsze czytanie 🙂 a że mój blog jest mieszany to każdy nowy kosmetyk czy książka ma swoje zdjęcie 🙂

  • Tak się nad tym tematem zamyśliłam i doszłam do wniosku, że chociaż Twoich zachowań nie powielam to jednak mam inne, takie „swoje” blogerskie nawyki.

    Z uwagi na to, że bloga piszę już prawie 8 lat pewnie nie do końca jestem w stanie je zarejestrować, a na pewno weszły one głęboko w moją codzienność 🙂

    I tak, gdy czytam książkę zastanawiam się czy i jak opiszę ją czytelnikom. W głowie tworzy mi się już taki mini tekst i jeżeli nie zapiszę go od razu zazwyczaj zapominam i w ogóle rezygnuję z recenzji na długie miesiące. Kiedyś wszystkie pomysły zapisywałam w notatniku, a obecnie w aplikacji Evernote.
    Nie czytam i nie recenzuję książek, które są nowościami krzyczącymi z każdej blogowej recenzji. Po prostu uważam, że co z dużo to niezdrowo, a czterdziesta recenzja tej samej książki czytelników raczej zniechęci niż zachęci.

    Z cytatami mam natomiast tak, że na czytniku je namiętnie zaznaczam, a w książkach wcale. Efekt jest tego taki, że zawsze potem nerwowo szukam cytatu do recenzji, który pamiętam, że gdzieś tam był. Troszkę mi głupio się przyznać, ale brak zaznaczania cytatów wynika z mojej pewną malutkiej manię dotyczącą wyglądu książek. Otóż straszliwie nie lubię książek pokreślonych, pozaznaczanych, nawet takimi karteczkami. Papierową książkę traktuję jak świętość (oczywiście są pewne wyjątki np. podręczniki) i to troszkę zaburza moją chęć wyłapywania cytatów, bo na ręczne ich przepisywanie w trakcie lektury jestem zbyt leniwa.

    Odkąd mam Instagrama, co prawda nie stygnie mi jajecznica, ale herbata czy kawa już niejednokrotnie tak. Do tego jeszcze odkładam w czasie mój relaks z książką, bo zawsze przecież muszę najpierw zrobić zdjęcie i to jeszcze efekt musi mnie co najmniej zadowalać 🙂

    Kwiatów nie kupuję, ale zawsze jak jadę gdzieś na wakacje mam super plan robić piękne zdjęcia książkom na tle cudownych miejsc. Oczywiście nigdy nie udaje mi się to. Zwykle dlatego, że będąc już na miejscu i zwiedzając raczej nie noszę ze sobą książki (a jeżeli już to czytnik, aby w cieniu parasola przy cappuccino lub sangrii delektować się lekturą). Co więcej, zdjęcia książek w plenerach w ogóle mi nie wychodzą. Zawsze wydaje mi się, że zdjęcie jest głupie, mało autentyczne, słabe. Bezpiecznym miejscem na robienie fotek jest natomiast plaża 🙂 Tam zawsze znajdę ciekawy kadr, nawet jeżeli miałby on być po raz 20 taki sam. I książki na plażę biorę zawsze.

    Do tego czytam miliony stron, blogów, kont na Facebooku, a od niedawna przeglądam też te na Instagramie oraz YT. Czasami potrafię spędzić cały wolny dzień tylko na przeglądaniu książkowych stron i blogów. Ale nie jest to tak, że śledzę konkurencję, czy podkradam pomysły. Raczej się inspiruję i bardzo, bardzo cieszy mnie, gdy znajdę kolejny fantastyczny blog o książkach, lub vlog, lub konto na bookstagramie. Bo gdzie on się chował przez te wszystkie miesiące?

    I na końcu dwie najgorsze okoliczności. Z uwagi na to, że czytam mnóstwo blogów, niektóre z niesamowitymi tekstami krytycznoliterackimi to troszkę wzrosły wymagania względem własnych recenzji. Zatem nie jestem w stanie usiąść i napisać recenzji w godzinę. Zazwyczaj recenzję piszę kilka dni, niekiedy kilka tygodni. Porzucam tekst, daję mu dojrzeć i powoli kończę. Jest to oczywiście frustrujące i męczące, a dla bloga nawet nieco destrukcyjne. Ale nic na to nie poradzę.
    Do tego, co gorsze, ponieważ kupuję książki w tysiącach i już nie mam miejsca (dobitnie się przekonałam o tym dwa dni temu, gdy chciałam zrobić małe przemeblowanie) to czytając mnóstwo blogów chcąc nie chcąc inspiruję się i szukam kolejnych tytułów w księgarniach internetowych, podsyłam tytuły bliskim, którzy pytają co bym chciała otrzymać w prezencie urodzinowym, czy imieninowym. Takie tam szaleństwa blogera 🙂

  • Kasia

    O tak, gdybym nie robiła zdjęć, nie śledziła blogosfery i bookstagrama, nie pisała recenzji, nie zaznaczała cytatów, to przeczytałabym o 3 książki więcej w miesiącu (tak sobie wyliczyłam :)). Świetny wpis, chyba każdy bloger się pod tym podpisze 🙂

    • Co do tego i ja nie mam wątpliwości, na bank przeczytałabym miesięcznie więcej, gdybym tego wszystkiego nie robiła 🙂 Ale jak się chce dotrzeć do ludzi, to trochę trzeba się postarać, a poza tym, to zazwyczaj dobra zabawa 🙂

  • Też do tej pory tak robiłam. I nie mogę się nadziwić własnej niedojrzałości. I straty czasu :/ na szczęście postanowiłam to zmienić. Aczkolwiek cieszę się, że Ciebie kręcą książki i podoba Ci się to co robisz 🙂 pozdrawiam 🙂

    • Oj…ale ja się przez to nie czuję niedojrzała ;). Lubię te blogowe zabiegi, lubię te instagramowe zdjęcia. Dla mnie blog to odskocznia od cholernie poważne życia i potrzebuję chyba w tej sferze trochę zabawy, być może czasem infantylnej 🙂

      • Ale ja nie mówię o Tobie, tylko o sobie 😀 😉 hihihi po prostu siebie tak postrzegam 🙂 a że inni robią tak, a nie inaczej to wiesz… kazdy robi to, co lubi 😉

  • U mnie też się zmieniło trochę:-) Bo robię zdjęcia książkom i staram się, jak mogę, aby wyszły ładnie. Wcześniej nigdy tego nie robiłam. W przypadku książek dla dzieci uważam, aby przed zrobieniem zdjęcia się nie pobrudziły, bo choć dzieci szanują książki, to zawsze jest ryzyko;-)

  • Świetny wpis! Bardzo prawdziwy… szczególnie punkt 1 i 4 😀 Ja mam jeszcze taki zwyczaj, że robię książce zdjęcie zanim ją przeczytam. Choć nigdy się to nie stało, mam jakieś dziwne obawy, że w trakcie czytania może zniszczyć się okładka, zabrudzić itp. i już nie wyjdzie tak dobrze na zdjęciu 😉

    • A tak, tak! Dokładnie, zdjęcia raczej przed czytaniem, mam tak samo, z tych samych pobudek 🙂

  • Och, ależ ja tu strasznie nie pasuję… Dobra, dobra. Nie będę tu chwalił się brakiem Instagrama, bo lubię podziwiać piękne zdjęcia książkowe. Ale też nie wyobrażam sobie spędzania nad tym większych ilości czasu. Czasem numery stron z cytatami zapisuję sobie w smartfonowym notatniku. Kwiaty kupuję, ale żonie.

    Najlepiej pasuje fragment o uważnym czytaniu i w ogóle zmianie podejścia do czytania.

    • Ja zapisuję sobie strony w google keep jak jestem zdesperowana i nie mam karteczek indeksujących :). Nie lubię potem tego odszukiwania.

      Kwiaty żonie – chwali się 🙂

      A uważne czytanie to, jak sądzę, jeden z większych plusów blogowania 🙂

  • Cytaty, karteczki, Facebook – mam identycznie 😀 Tylko z jedzeniem mi nie wychodzi, bo nawet jak planuję zrobić zdjęcie, to kiedy widzę coś dobrego, natychmiast o zdjęciu zapominam 😉 Kawę na szczęście pijam hektolitrami w ilościach hurtowych, więc zawsze mam jakąś pod ręką do zdjęcia 🙂

  • Czuję się teraz jak bloger, który za mało się poświęca. Nie kupuję sobie kwiatków (no dobra, tylko raz jednego tulipana, do zdjęć promujących konkurs), ciągle zapominam robić zdjęć przed jedzeniem (dziś z powodu Twojego wpisu zrobiłam wyjątek, moje śniadanie już jest na instagramie!), cytaty rzadko zaznaczam (kolorowymi karteczkami… raz się zdarzyło). Częściej są to jakieś porwane paragony albo zdjęcia strony na komórce. Współczuję wysiłków dla zdjęć z kawą. Jakby co ja będę pić!

    • Ale to na prawdę lubię! 😀 Te wszystkie zabiegi, kompozycje, kwiatki – lubię to. Z blogowania, jakby się zastanowić, to najbardziej lubię odpisywać na komentarze i robić zdjęcia 😀 To jest po prostu przyjemne, a pisanie to czasami walenie głową w stół 🙂

  • Przychodzi mi do głowy jeszcze jeden efekt uboczny prowadzenia bloga: kupowanie książek. Więcej i zdecydowanie częściej niż wcześniej. A jak już są, to fotka (u mnie też bardzo często okraszona roślinnością) i na bloga. Co robić, taka dola książkowej blogerki 🙂

    Karteczek używam tylko przy niektórych książkach, ale często pracuję z ołówkiem (zawsze lubię mieć taki dobrze zaostrzony pod ręką :).

    • Ojej na bank kupuje się więcej książek, dużo więcej!
      Ja ostatnio też wróciłam do ołówka, w sumie sama nie wiem czemu 🙂 Czytam teraz Sobolewskiej „Książkę o czytaniu” i mam tam masę do zaznaczania i podkreślania.

  • Ja zaznaczam cytaty, odkąd zaczęłam czytać na czytniku, bo jest to niesamowicie wygodne 😀 W papierowych robię najczęściej po prostu zdjęcie tekstu. Zdjęć książek ze śniadaniem nie robię, z kwiatami również nie, ale wszystko jeszcze przede mną 😉

  • Kolorowe karteczki 🙂 Kiedyś zaznaczałam ołówkiem i albo znalazłam, albo nie znalazłam (albo wymazywałam pośpiesznie, gdy przed pożyczeniem nagle wydawało mi się, że ach, osobiste te cytaty), a teraz, cóż za wygoda 🙂

    • Hmm…jak tak się zastanawiam to chyba też nie lubię, żeby ktoś z boku widział co sobie podkreśliłam w książce 🙂

  • Haha, mam bardzo podobnie;) A jakie rozczarowanie, kiedy podczas lektury nie udaje się wyłapać ciekawego cytatu, którym można się podzielić na blogu (albo się taki znajdzie, ale w pobliżu nie ma zakładek indeksujących) Zdjęcia z kawą i książką – oczywiście! Na pomysł kupowania sobie samej kwiatów nie wpadłam. Chyba musze zastosować;)
    A często zdarza Ci się rezygnować z opisania jakiejś książki na blogu?

    • Dzień dobry 🙂
      Oj zdarza mi się często, nie jestem w stanie pisać o każdej, raz że ze względu na czas (czytam często w „międzyczasie”, a pisanie wymaga skupienia i poświęcenia się tylko temu), a dwa, że nie o każdej książce mam coś do powiedzenia. I to nawet nie znaczy, że była zła, tylko że jakoś nic mi się w głowie nie pojawia, co mogłabym o niej powiedzieć. A czasem też czytam to, co wszyscy czytają/czytali. np. teraz kończę Shantaram, i nie będę o niej pisała, bo recenzji jest wystarczająco (a poza tym, nie pieję nad nią z zachwytu :))

      Czasem są takie książki, gdzie jakoś żaden cytat nie podchodzi, ale to nie znaczy, że książka nie jest dobra i na odwrót.

  • Jak ja nie mam karteczek przy sobie to wyciągam milion paragonów z kieszeni i zaznaczam stronę. Potem oczywiście jeszcze muszę pomyśleć, o którą część mi chodziło.

  • Bardzo fajny wpis i oczywiście też się w nim rozpoznaję, chociaż większość z tych rzeczy (uważne czytanie, zaznaczanie cytatów, kupowanie sobie samej kwiatów) robiłam jeszcze przed rozpoczęciem blogowania, ale niewątpliwie okołoblogowe działania na FB i Instagramie wymuszają niektóre nowe zachowania, np. myślenie o książkach poprzez zdjęcia. Ja dodatkowo czytam głównie na czytniku, więc konieczność innowacji jest ciut większa, bo inaczej każde zdjęcie będzie takie samo. 😀 Niemniej, ciągle nie potrafię się przełamać, żeby strzelać foty czytnikowi na ulicach Paryża, na tle kamienic, czy wieży Eiffela, bo o ile ludzie robiący głupie miny do selfie nikogo nie szokują o tyle dziewczyna wyciągająca rękę z czytnikiem lub nawet książką jest jak UFO (dzwońcie po karetkę, albo lepiej po CIA!). 😀 A to by był taki sukces na Insta, haha! Poza tym, to co mnie w blogowaniu niestety frustruje to fakt, że o wielu książkach nie mogę napisać, bo mam wrażenie, że „to nie przejdzie”, prawie nikt nie zechce przeczytać tekstu o bardzo niszowej publikacji, która wydaje mi się ciekawa. A w końcu piszemy, żeby ktoś to czytał. Nie wiem czy też zdarza Ci się rezygnować z recenzji z tego typu powodów?

    • Ja u ciebie rzadko (translation: nigdy) nie komentuję, ale czytam i korzystam z okazji, żeby powiedzieć że zechcem bardzobardzo czytać o niszowych publikacjach. (Do tych bardziej znanych sama dotrę ;))

      • Dziękuję! To bardzo motywujące. Może niedługo pojawi się wpis tego rodzaju. 🙂

      • O dokładnie, jest dokładnie tak jak mówisz. Do tytułów, o których mówią wszyscy dotrzeć łatwo, gorzej z tymi niszowymi 🙂 I ja wychodzę z tego założenia.

    • Cześć Ewelino 🙂

      myślę, że powinnaś mieć w nosie Paryżan i strzelać fotki gdzie popadnie, choć jest wtedy mała szansa, że przestanę Cię obserwować na Instagramie z zazdrości, że mieszkasz w tak pięknym miejscu 😀
      Wiem o czym mówisz z tymi niszowymi książkami i tak, zdarzyło mi się to raz czy dwa. Częściej jednak rezygnuję z pisania tekstu w sytuacji zupełnie odwrotnej – w momencie kiedy o danym tytule pisało już wiele osób to ja już tego nie robię. Mam poczucie, że to bez sensu, komu się chce czytać 20 raz o Małym życiu, Shantaram itd. A gdzie znajdą niszę jak nie u nas? 🙂 Pisz, myślę, że takie teksty są najbardziej wartościowe 🙂

  • Haha, w wielu kwestiach mam dokładnie tak samo. 🙂 Cytaty, kolorowe karteczki… oczywiście czytanie bez zaznaczania jest bez sensu… też dlatego, że bardzo lubię opowiadać treść mojemu partnerowi i pokazywać najlepsze cytaty (raczej nie mamy problemu spoilerów, bo czytam głównie non fiction). Zastanawia mnie tylko… do czego mogą Ci być potrzebne kolorowe zakładki ukryte za okładką czytnika ebooków? Oświeć, proszę! 🙂

    Inne punkty też są mi bliskie, poza pożyczaniem kawy/czegokolwiek do zdjęć. Jakoś mam wrażenie że takie podmianki to już nie byłabym ja. 🙂 Za to jedzenie też czeka na zdjęcie (niekoniecznie na insta, po prostu dla siebie) i kupuję sama kwiaty – lubię ich widok, zwłaszcza wiosną i zwłaszcza w wysprzątanym mieszkaniu. A już super, jeśli mogę włączyć je w jakieś zdjęcie typu flat lay. 😉

    A to co najbardziej jest zauważalne to… cytaty na każdą okazję! Rzeczywiście, tak jak piszesz, gdy zaznaczam najlepsze fragmenty, potem do nich wracam szykując wpis na blog, lepiej zapamiętuję i potem w rozmowach co chwila przychodzi mi do głowy idealny tekst na poparcie mojej tezy. To akurat duży atut blogowania! 😀

    • Aneto już oświecam! 😀 Karteczki indeksujące wiecznie mi się gubią, poniewierają się włożone w książki, albo gdzieś mi znikają. Zwykle mam w torbie i czytnik i książkę papierową, więc okładka od czytnika okazuje się dobrym miejscem na przechowywanie karteczek! Jak nie mogę znaleźć żadnych, to wiem, że jakieś są zwykle właśnie tam.

  • Słowo na ławę

    Rozbroiłaś mnie tekstem o pożyczaniu kawy do zdjęć na insta 😉 ! Ja z kolei na wycieczkę do Krakowa wzięłam ze sobą kilka książek, bo nie wiedziałam, która będzie bardziej fotogenicznie wychodzić na tle krakowskich uliczek.

    • Ha, ja tak miałam z zabieraniem książek na wakacje. Wiedziałam, że będę czytać wyłącznie na czytniku, ale wzięłam trzy papierowe, żeby im robić zdjęcia 😀
      Ps. Dziś nikt nie chce sobie zrobić kawy… będzie herbata 😉

      • Słowo na ławę

        Hah, ciężkie to nasze życie blogerskie 😉 Udanej niedzieli i smacznej herbaty!

  • Dla mnie pisanie bloga to kompletna nowość. Jednak zauważyłam, że zarówno czytanie książek jak i oglądanie filmów jest bardziej uważne i próbuje w głowie ułożyć opinię, którą chciałabym przekazać dalej. Do zaznaczania cytatów w książkach kupiłam nawet takie urocze znaczniki w kształcie sówek, ale kot mi je rozszarpał 🙁 A kwiaty wolę zdecydowanie w doniczkach niż cięte 😉 Pozdrawiam, Żaneta 🙂

    • To na pewno duży plus pisania na bloga, że czyta się dużo uważniej i już w trakcie lektury czy filmu stara się konstruować jakieś opinie. 🙂 A ja cięte! Tulipany! 🙂

      Ps.Ja zamówiłam sobie na Aliexpress zakładki indeksujące ze zwierzakami, czekam na przesyłkę 😀

  • Kwiaty kupię sobie sama <3 w punkt!

  • Uważne czytanie to ogromny plus. Dzięki temu mogę i czytam więcej niż przed założeniem bloga. Nie mam wrażenia, że lektura ucieka mi przez palce i nic z niej nie zostanie. Dotyczy to też książek, o których od początku wiem, że na bloga w żadnej formie nie trafią.
    Presja to chyba największy minus. Zdarzyła mi się też ze strony nieblogujących znajomych: „Przeczytaj w końcu to „Małe życie” bo bardzo mi się podobało i nie mam z kim o tym porozmawiać”. 😉

    • Ja z kolei chyba czytam mniej odkąd mam Parapet, przez to że uważniej (bo wolniej), ale za to więcej zapamiętuje i ostatecznie uważam to za wartość dodaną.
      Presja, okropna rzecz, dajmy jej pstryczka w nos :).
      Uściski,
      A.

  • Przez chwilę myślałam, że podejrzałaś moje życie i piszesz właśnie o nim 😉 Z małą róznicą: kocham cięte kwiaty, a doniczkowych zwykle nie udaje mi się wyhodowac, więc zawsze SAMA kupowałam sobie kwiaty (mąż kupi mi raz w roku, albo jak wyproszę). I kocham kawę, więc nie muszę nikogo prosić o „podkład” 🙂

    • To piąteczka, jestem zabójcą kwiatów doniczkowych, naszymi kaktusami i sukulentami zajmuje się mój facet, ja się nie dotykam 😀

  • Hm, że życie czytelnicze po założeniu bloga się zmienia, to na pewno, chociaż ja bym wymieniła rzeczy trochę inne :). Z karteczkami indeksującymi nie czytałam nigdy (chociaż, przyznaję, coraz częściej zastanawiam się, czy nie zacząć, bo chyba faktyczne są przydatne), jakąś fotkę z kawą czasem strzelę, ale to raczej na Facebooka niż na bloga, no i nigdy nie robię specjalnie kawy do zdjęcia, raczej odwrotnie :). Cytaty wypisywałam od zawsze, ale, to fakt, myślę teraz trochę bardziej o tym, czy będą się nadawały jako ozdobnik recenzji czy na wpis facebookowy.

    Są minusy, to znaczy ta presja czytania jak najwięcej, jak najszybciej, „bo inni” (o tym też już chyba kiedyś pisałaś), no i pisania oryginalnie, żeby się wyróżnić na tle tych pozostałych recenzentów. W ostatnim czasie zaroiło się w sieci od porad, jak pisać ciekawie, jak przykuwać uwagę, co mnie trochę wkurza, bo kiedyś jednak miałam więcej radości, kiedy po prostu pisałam, co myślę, nie zastanawiając się specjalnie, czy wystarczająco efektownie ubrałam to w słowa.

    Ale jeden wielki plus, o którym też wspominasz, przyćmiewa wszystko – z blogiem czyta się uważniej. Bo trzeba mieć na temat książki coś do powiedzenia. To się trochę napędza samo, bo przecież zakładamy bloga po to, żeby podzielić się wrażeniami z lektury (są ponoć tacy, co zakładają dla książek za free, no ale tych pomijam). I to jest piękne. Ale działa tylko pod warunkiem, że jesteśmy w stanie zapomnieć na chwilę o rosnącym stosie, dziesiątkach premier każdego miesiąca i „tych wszystkich egzemplarzach recenzenckich”, i nie traktujemy recenzji jako „coś do odbębnienia”. Mój sposób na blogowanie, którego staram się trzymać :). Uściski sobotnie!

    • Ja chyba już mam tylko małe zrywy presji 🙂 Na codzień już jej nie czuję, mam w nosie, że inni czytają szybciej – trudno się mówi :). Stosik książek jest i cóż, tytuły muszą cierpliwie na mnie zaczekać :).

      Ps. Miałam kiedyś koleżankę, która wprost mówiła, kiedy ja już założyłam Parapet, że chce założyć bloga, ponieważ chce dostawać książki od wydawców. Można? Można :D.

      Ja ściskam już sobotnio – niedzielnie :))

      • Zazdroszczę zatem :). Mnie chyba zawsze będzie drażnić to, że nie mam supermocy pod tytułem „dziesięć książek na miesiąc, pięć nowości, pięć klasyków, i w dodatku wszystkie przeczytane wnikliwie, rozebrane na części pierwsze i przeanalizowane na blogu tak, że aż dech zapiera” :D. I co z tą koleżanką, założyła w końcu tego bloga? 😉

        • Hłe hłe… założyła i ma go nadal… 😀

          Supermoce, eh tak. Wiesz co, dziś kiedy zobaczyłam na Facebooku co najmniej 5 blogowych tekstów pt. co będę czytać w marcu/premiery marca to dopadło mnie właśnie coś w tym stylu, jak napisałaś ;). Bo ja umysłowo jeszcze w luty, Idiota rozgrzebany, pracy w pracy masa, zaraz zjazd w Krk – muszę się uczyć, ojej… 🙂 Ale za to zaraz 7 marca i nasz Hrabalowy event 🙂

  • myslobook.pl

    Ja mam za sobą dwie zabawne historie, dotyczące robienia zdjęć na bloga, nie tylko książkowych 🙂 Raz wymyśliłam sobie zdjęcie z kubkiem pełnym czarnej, gorącej kawy, więc musiałam zaparzyć „fusiastą”, a takiej w ogóle nie pijam. Mój Ł. po powrocie do domu po pierwsze zachwycił się, że pięknie pachnie, a po drugie podejrzliwie zapytam, kto u nas był 😀 A druga anegdotka jest taka, że chciałam zrobić zdjęcie z pięknym, ręcznie robionym kubkiem z cepeli. I tak się zachwyciłam, ze zrobiłam świetne zdjęcia książki i… pustego kubka 😀

    • 😀 Ach te kubki!! Mi coraz trudniej namówić kogoś na „zrób sobie kawę, no zrób”, bo niby oddaję przestygniętą. No bez przesady!

      • myslobook.pl

        😀 jest też inny sposób – ja z fusów po czarnej kawie robię peeling do ciała 🙂

  • Monika Stocka

    no cos w tym jest:-) ja tez czytam z zakładkami ale to nie tylko jak recenzuje, od zawsze lubię zaznaczać ciekawe fragmenty. Natomiast rzecz, która mi przeszkadzała najbardziej, to fakt, że podczas czytania już wyrabiałam sobie opinie i już się ustosunkowywałam, to z czasem przeszło ale myśl z tyłu głowy, że musisz potem o tym napisać, nie dawała mi spokoju przez całą lekturę. Natomiast ja byłam leniwa i żadnych zdjęć kwiatów ani tym podobnych ale też myślę, że Ty masz inny cel niż ja miałam i temu musisz się mocniej starać:-))))
    Z perspektywy czasu (chyba 5 lat) powiem Ci ze początki trochę przewracają świat potem człowiek się przystosowuje, wrzuca na luz i ogarnia. Pamiętaj czytanie na wyścigi nie ma sensu i zabije w Tobie przyjemności z lektur.
    i na koniec, mogę sie we wszystkim mylić, nigdy nie byłam popularnym blogiem:-))))

    • Ja faktycznie zaczęłam zaznaczać zakładkami kiedy miałam pisać o pierwszej książce, ale teraz robię tak często również przy nierecenzowanych tytułach.
      Masz rację, ja często też zanim jeszcze skończę czytać już staram sobie wyrobić jakąś opinię i zastanawiać się, co i jak o danej książce napiszę i mówiąc wprost, czy mi się podoba :). Kiedy się na tym złapię po raz enty doprowadzam się do porządku i mówię sobie, że opinię to mogę sobie stworzyć jak skończę, a nie w trakcie. Wszystko chciałoby się szybciej 😉

      Już nie czytam na wyścigi i te rzeczy, o których dzisiaj napisałam sprawiają mi przyjemność, na szczęście czas gonienia z kolejnymi tytułami (o których ostatecznie i tak nie pisałam) minął :). Ale Twój komentarz dał mi właśnie dużo do myślenia – postawiłam sobie pytanie o mój cel, bo o nim wspomniałaś. Nigdy go nie nazwałam, może powinnam 🙂

  • Doskonale znam to, o czym piszesz. Szczególnie te cytaty podczas czytania książki. Od długiego czasu, za każdym razem, gdy siadam z książką i chcę poczytać, w głowie tłucze mi się myśl o wyłapywaniu fajnych cytatów. 🙂 Już nie mówię o tym, że zapisywanie moich myśli i spostrzeżeń o książce musi się odbywać w czasie rzeczywistym, bo inaczej o wszystkim zapominam. 😀

    • To czasem jest uciążliwe prawda? Też muszę zapisywać, bo jak tego nie zrobię, to odszukiwanie potem fragmentu gdzie coś mnie zaciekawiło, albo który coś wyjaśniał, złości mnie – bo tracę czas. Zauważyłam, że nauczyłam się inaczej czytać książki, które z pewnością będę recenzowała, a inaczej takie które czytam tylko dla siebie (jak aktualnie „Idiotę” Dostojewskiego).