Big Book Festival 2017

Festiwal Wielkiej Książki po raz piąty

Big Book Festival, nazywany „literackim Open’erem” znają chyba wszyscy czytający Warszawiacy. To z pewnością największe i najlepiej zorganizowane książkowe wydarzenie w stolicy. Pierwszy raz zostało zorganizowane w 2013 roku i od tamtej pory co czerwiec możemy wyczekiwać na dwa dni wypełnione po brzegi literaturą. Winnymi całego zamieszania są Anna Król i Paulina Wilk, założycielki Fundacji Kultura Nie Boli. Każda kolejna edycja ma swój unikalny charakter, tytuł i kolorystykę. To słowem wstępu.

Przestrzeń festiwalu

Piąta edycja Big Book Festival pod hasłem Powrót do początku, była dla mnie osobiście trzecią. Tym razem na lokalizację wybrano opuszczony budynek gimnazjum przy Emilii Plater, w centrum Warszawy. Miejsce dobrze pasowało klimatem i dawało możliwość pobycia zarówno w budynku szkoły na spotkaniach z pisarzami, jak i odetchnięcia powietrzem na zewnątrz. Tam można było oczywiście posiedzieć na klasycznych już bigbookowych leżakach i poczytać książkę z festiwalowej czytelni, posłuchać debat okrągłego stołu, no i rzecz jasna zjeść (w tym roku świetny food track z goframi) i wypić kawę.

Czytamy długaśny program festiwalu, a w czytelni buszują pisarki.
Magdalena Tulli

Księgarnia festiwalowa, w której można było kupić książki zaproszonych na spotkania pisarzy.
pyszne gofry i przemiłe panie, które pożarłyśmy kiedy wyszłyśmy znudzone ze spotkania z Anglikiem. Gofry, nie panie. ;D

gdybym miała psa, chodziłby na smyczy bigbookowej

Spotkania i debaty

Pierwszym spotkaniem, na które poszłyśmy, była debata pisarzy o odwadze cywilnej, misji pisarza we współczesnym świecie, konformizmie i wielu tematach pobocznych. Brali w niej udział między innymi Krzysztof Varga, Magdalena Tulli, Jacek Dehnel i Justyna Kopińska. Poza pisarzami przy okrągłym stole usiedli także czytelnicy, w tym ja ;). Dałam się wciągnąć na wilczy bilet i nawet wydusiłam z siebie trzy zdania. Rozmowa była ciekawa, wnosząca wiele punktów widzenia, ukazująca szeroki wachlarz sposobów myślenia.

Publiczność na debacie otrzymała emotikony, którymi mogła wyrażać swoje emocje i chęć zabrania głosu.
Program całego wydarzenia na szkolnym korytarzu.

Później poszłyśmy na spotkanie z Matthew Knealem, czyli Anglikiem na pokładzie, z którego jednak wyszłyśmy po 10 minutach znudzone. Nie rozumiem omawiania fabuły powieści na spotkaniach autorskich, przecież nigdy nie jest tak, że wszyscy przeczytali dany tytuł, dobrze bawi się zatem tylko część słuchaczy, reszta siedzi jak na tureckim kazaniu.
Za to dzięki temu miałyśmy czas na gofry i kawę. Też dobrze ;).

W międzyczasie rozgrywany był „mecz o bibliotekę” między pisarzami, a dziennikarzami. Fanką oglądania sportu nie jestem, więc się nie wciągnęłam.

Kolejnym wybranym przez nas spotkaniem była rozmowa Magdy Mołek z Ignacym Karpowiczem, Hubertem Klimko-Dobrzanieckim i Marcinem Kąckim o idealne męskości. Niestety to spotkanie nie było udane, część słuchaczy opuściła salę. Panowie urządzili z tematu rozmowy kabaret. Do pewnego momentu człowiek się uśmiechał, potem już nie.

od prawej: Ignacy Karpowicz, Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Marcin Kącki, Magda Mołek.
spotkanie z Ece Temelkuran poprowadziła Karolina Wigura. źródło: https://goo.gl/hg24DG

Rozmowa z Ece Temelkuran była ciekawa i warto było czekać na nią do 18:00. Pisarka mówiła o sytuacji społeczno-politycznej Turcji i rodzącym się reżimie, o pamięci. Szkoda natomiast, że w rozmowie nie było nic o jej książkach, bo jakoś tematy polityczne i poszukiwanie podobieństw między naszymi państwami skradło całą uwagę i czas.

Wrażenia

Jeśli mam być szczera, a ostatecznie mogę być na moim własnym blogu, to była dla mnie najsłabsza odsłona BBF. Niedoścignione przeżycia miałam na moim pierwszym spotkaniu z tym festiwalem w 2015 roku. Z dwóch powodów – niepowtarzalnego klimatu starej fabryki, lecz przede wszystkim zaproszonych pisarzy. Spotkałam wtedy Herbjørg Wassmo, Larsa S. Christensena, Zadie Smith, Swiatłanę Aleksijewicz. To były rozmowy, podczas których chłonęłam każde słowo. Niestety jakoś tak się składa, że z każdym następnym rokiem tych interesujących mnie pisarzy jest mniej na BBF, aż tym razem, była to tak naprawdę jedynie turecka pisarka Ece Temelkuran.

Ale z kolei pod innym względem ten festiwal był wyjątkowy. Otóż dlatego, że dzięki pisaniu bloga poznałam w sieci wiele osób, które kochają to samo co ja – dobre książki. Po raz pierwszy, na Big Book Festival 2017, miałam okazję powiedzieć cześć do tylu osób, spotkać swoje koleżanki z klubu książki (a to że w nim jestem również zawdzięczam blogowym znajomościom), po raz pierwszy też miałam cały dzień towarzyszkę w postaci koleżanki z pracy (a uwierzcie lub nie, w codziennym życiu nie spotykam zbyt wielu osób, które zwyczajnie lubią czytać).
Szkoda mi bardzo, że nie udało mi się być na drugim dniu festiwalu, los zakręcił mną tak, że wrzucił mnie w ciągu 24h w inne życie.  I nie było już w nim miejsca na przyjemności. Być może źle wybrałam spotkania w tym pierwszym dniu, trudno powiedzieć. Bardzo żałuję, że nie było mi dane tańczyć do hitów George’a Michaela, zjeść tort i wypuścić w niebo balonika.

a tak było na zamknięciu BBF w niedzielę, a ja bardzo żałuję, że mnie tam nie było. źródło: https://www.facebook.com/bigbookfestival/

W skrócie:

na plus:

  • lokalizacja, co roku ciekawy, zaskakujący wybór
  • gadżety festiwalowe, jest ich coraz więcej, może nie są najtańsze, ale z pewnością wyjątkowe i dobrej jakości (plecaki i torby cud miód, no i te skarpetki w tym roku!)
  • gofry, gofry, gofry
  • Ece Temelkuran, chociaż szkoda, że tylko o polityce, a nic o książkach
  • Sala Widzeń, w której wyświetlano filmy debiutujących reżyserów

na minus:

  • konkretny minus za nieco żenujące spotkanie o mężczyznach, z Karpowiczem, Kąckim i Klimko-Dobrzanieckim; panowie zrobili ze spotkania przepychankę kogucików, chyba zapomnieli, że na sali nie są sami. Być może, jak to podrzuciła jedna ze słuchaczek spotkania, panów przerósł temat „prawdziwej męskości”. Cóż, może gdyby tematem był „mężczyzna wystarczająco dobry”, nie trzeba byłoby aż tak odreagowywać napięcia i robić z niego kabaretu 😉
  • Katarzyna Bonda, która na żywo jest tak antypatyczna, że… ojej
  • toalety, ojezu

Big Booku, widzimy się za rok!

A.